REKLAMA

„Marzyłem o tym, by budować Chatkę Puchatka i to marzenie się spełnia”

BIESZCZADY / PODKARPACIE. Choć przetarg na budowę schroniska na Połoninie Wetlkińskiej wygrało konsorcjum z liderem firmą „Piotrowski” z Wiązownicy, okazuje się, że swoją rękę do nowej Chatki Puchatka przyłoży bieszczadnik, mieszkaniec Wetliny i sąsiad Lutka Pińczuka. Mimo, że starego schroniska już nie ma, to mieszkańcy Bieszczadów, dają mu drugie życie.

Dorota Mękarska

Schronisko zanim stało się Chatką Puchatka służyło jako posterunek obserwacyjny dla wojska. Gdy przeszło do”cywila” jego dzierżawcą przez trzy dekady był Lutek Pińczuk. W 2015 roku przejął je od PTTK Bieszczadzki Park Narodowy.

Trudno tu było szukać wygód, nie było bieżącej wody, kanalizacji i energii elektrycznej. Turyści je jednak kochali, dlatego niektórym z nich trudno było pogodzić się z faktem, że na miejscu kultowej Chatki Puchatka stanie nowoczesny obiekt, łączący w sobie kilka funkcji, w tym schroniska turystycznego, strażnicy i dyżurki GOPR.

Modernizacja będzie kosztować ponad 4 mln zł, z czego Bieszczadzki Park Narodowy otrzymał 2,3 mln zł dofinansowania z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podkarpackiego na lata 2014-2020.

Dzięki przebudowie obiekt nie tylko prawie dwukrotnie zwiększy swoją powierzchnię, ale będzie posiadał własną oczyszczalnię ścieków, kotłownie na ekologiczne paliwo i panele fotowoltaiczne.

Dziękuję rodzicom, że zostali w Bieszczadach!

Zanim jednak dojdzie do kładzenia instalacji musi być postawiona konstrukcja drewniana, gdyż nowe schronisko nie będzie już kamiennym budynkiem, ale drewnianą chatą. I tu na plac budowy wkracza Mateusz Wójcik z Wetliny i jego „Firma po AGH-U”.

– Urodziłem się w Bieszczadach, ale moi rodzice, którzy są właścicielami „Gościńca w Starym Siole” w Wetlinie, są przyjezdni – mówi o swoich korzeniach nasz rozmówca. – Przyjechali pod namiot w Bieszczady i już tu zostali. Dziękuję im za to!

Mateusz tak mocno związał z Bieszczadami swoje życie, że nie dość, że założył tutaj firmę, to na dodatek został kandydatem na ratownika Grupy Bieszczadzkiej GOPR.

Drewnokreatywni z Wetliny

Można powiedzieć, że dryg do ciesielki przejął od ojca. „Gościniec w Starym Siole” mieści się w starej chacie przeniesionej ze Zmiennicy pod Brzozowem. Najstarsze belki w budynku datowane są na 1905 rok. To właśnie wtedy członkowie rodziny stali się „drewnokreatywni”, gdyż załapali bakcyla do pracy w drewnie. Panowie zaczęli przenosić stare chaty bojszowskie i łemkowskie, a także budować z bali nowe obiekty. Uczyli się od starych mistrzów, podpatrując ich pracę i wykonanie.

Mateusz działa na tym runku już prawie dekadę. Zdobył duże doświadczenie przy przenoszeniu kilkunastu starych chat i budowie nowych, drewnianych budynków, w tym wielkich pensjonatów. Realizuje zlecenia nie tylko w Bieszczadach, czy Pogórzu Bieszczadzkim, ale na terenie całej Polski.

Szczęśliwy traf

Kiedy BdPN ogłosił przetarg na budowę schroniska Mateusz Wójcik nie brał w nim udziału, gdyż jego firma jest po prostu za mała na tak duże przedsięwzięcie..Zatrudnia zaledwie 4 pracowników. Przetarg wygrała za trzecim podejściem firma „Piotrowski”, ale tak się szczęśliwe złożyło, że bieszczadnik został podwykonawcą. Wszystko dzięki informacji od górali, którzy robią gont na potrzeby firmy. „Firma po AGH-U / Drewnokreatywni Wójcik” wykonuje drewnianą konstrukcję budynku, gdyż specjalizuje się wyłącznie w drewnie

– Marzyłem o tym, by budować schronisko i to się udało. Jestem bardzo szczęśliwy, tym bardziej, że dobrze znam Lutka, gdyż jesteśmy w Wetlinie sąsiadami – mówi uradowany cieśla.

Czasem słońce, czasem deszcz

Co prawda jemu też trochę serce pikało, gdy przyszło do rozbiórki starego schroniska. Chodził kilka razy oglądać jak Chatka Puchatka znika, nawet łezka się młodemu budowlańcowi w oku zakręciła, ale jak sam mówi, skoro schronisko trzeba przebudować, to trzeba.

Nie czuł tremy wkraczając kilka tygodni temu na plac budowy, gdyż obiekt nie jest ani mały, ani duży. Do wykorzystania jest tylko 200 kubików drewna, a budował już dwa razy większe.

Drewno już rok temu zostało wywiezione na Połoninę Wetlińską ciągnikami leśnymi i przez cały ten czas czekało na swoją kolej. Ta kolej nadeszła w kwietniu tego roku. Prace mają potrwać dwa miesiące, ale wiadomo, że termin jest uzależniony od pogody, która na szczycie daje się budowniczym mocno we znaki.

Cieśle codziennie wjeżdżają na połoninę samochodem terenowym.

– W razie czego, to mogę dostać się tam na nogach, bo też biegam po górach – śmieje się Mateusz Wójcik.

Znak na sosrębie

Budynek będzie zbudowany zgodnie ze starą sztuką ciesielską i tradycją. Bez gwoździ, tylko na drewnianych kołkach, w technologii zrębowej.

Młody cieśla marzy o tym, by zostawić na nowym schronisku swój znak. Może, jeśli główny wykonawca i inwestor wyrażą zgodę, to będzie okazja, by umieścić na sosrębie, czyli podciągu, stosowany napis, który przetrwa następujące po sobie pory roku, tak jak całe lata samotnie na połoninie trwała stara Chatka Puchatka.

fot. arch. „Firma po AGH-U / Drewnokreatywni Wójcik”

21-05-2021

Udostępnij ten artykuł znajomym: